_dsc0339-kopia

Czy mężczyzna powinien być przy porodzie?

„Byłeś przy poczęciu, bądź i przy porodzie”

Mąż przy porodzie – kiedyś nie do pomyślenia. Jeszcze ja pamiętam czasy, jak jechaliśmy na porodówkę do cioć a dzidziusia pokazywali jedynie przez małe okienko. Dziś na porodówkę może wejść mąż, mama, ciocia, przyjaciółka a do szpitala przyjechać cała rodzina. Jednak czy mąż przy porodzie to dobra decyzja?


ALE PRZECIEŻ MĄŻ NIE MOŻE WIDZIEĆ JAK WYCHODZI TO Z TEGO, EJ!?’ 

– A jak wchodzi to już może?

Ja od początku, jak byłam w ciąży chciałam, żeby Kuba był przy porodzie razem ze mną. On jednak był trochę sceptycznie nastawiony. Nasłuchał się gadania a to kogoś z rodziny, że to nie dobrze, że mąż wtedy może mieć niechęć do żony, że to działa anty seksualnie, a to ktoś jeszcze mu mówił, że jak to i po co.

W miarę upływu czasu zaczęłam drążyć temat na nowo, wiadomo im bliżej rozwiązania, tym więcej się w głowie snuje. Kuba stwierdził, że może jednak pójdzie. W końcu chodził ze mną do lekarza i Pani Ginekolog tłumaczyła nam wszystko wspólnie, a gdy oglądaliśmy Jasia na USG to były bardzo szczęśliwe chwile.


PORODÓWKA , JA TAM NIKOGO NIE ZNAM!

Temat odroczyliśmy na jakiś czas. W końcu szczerze porozmawialiśmy, powiedziałam mu kilka prostych argumentów, które przemawiają za tym, żeby był ze mną.

Po pierwsze porodówka to nowe miejsce, nie znasz położnych, które Cię spotkają, nie znasz lekarza, który będzie akurat na oddziale. Jak masz się odnaleźć w takiej sytuacji, gdzie poród to nowe nieznane i wśród nieznanych ludzi, którzy mogą być przecież różni.

Po drugie, po naszych „szpitalnych” doświadczeniach wiem, że gdy jest z chorym ktoś bliski, kto trzeźwo myśli i kontroluje sytuację to personel traktuje inaczej. Gdyby coś się działo złego, przecież mąż jest jedyną osobą, której tak naprawdę na mnie zależy.

To były argumenty, które zdecydowały za tym, że pójdziemy tam  i weźmiemy to na klatę razem!


„Oddychaj Marlena, oddychaj”

I poszliśmy. Kuba od początku był ze mną. Już w domu wiedziałam, że to była dobra decyzja. Gdy zaczęły się skurcze, to tylko on trzeźwo myślał i wiedział co robić. Pojechaliśmy razem do szpitala, położna tylko zapytała, czy Jakub chce być przy porodzie i wysłała go po fartuszek.

Może Was zaskoczę ale na sali porodowej rodząca przez większość czasu jest sama, zanim nie zacznie się stricte poród. Jak miałabym wytrzymać te wszystkie skurcze sama, gdyby Kuba nie był ze mną, nie rozmawiał. Między skurczami starał się mnie rozweselić, to coś zażartował, to zagadał, żebym trochę odeszła gdzieś myślami. Towarzyszył mi pod prysznicem, polewał wodą przy najgorszych skurczach…

W końcu Kuba załatwił mi zastrzyk znieczulający, tak abym mogła odetchnąć przed całą akcją… Za to chyba jestem mu najbardziej wdzięczna. Chyba podświadomie wiedział, że nie dam rady więcej… ten zastrzyk to była największa ulga w bólu jaką kiedykolwiek doznałam.

Ale do rzeczy.. przecież mężczyzna ma się przydać najbardziej przy samym parciu. To on ma nam podać dłoń, żebyśmy mogły ja podrapać i pogryźć. No, aż tak źle nie było. Kuba trzymał mi głowę a ja trzymałam go za rękę. Miałam chwilami wrażenie, że Kuba prze razem ze mną, a na pewno był tak skupiony na moich oddechach co najmniej jak ja. Powiem Wam w tajemnicy, że pomimo tego bólu to aż zachciało mi się śmiać, jak widziałam jaki jest skoncentrowany… chyba gdyby mógł urodziłby za mnie 🙂


” Przywitaliśmy życie”

Jednak jest jeden najbardziej przekonujący argument …..

…jako małżeństwo, wszystkie chwile radości, smutku, łez, upadków, sukcesów dzielimy razem. Wszystkie radości razem świętujemy, a wszystkie problemy razem rozwiązujemy. Jako małżeństwo jesteśmy przecież tak blisko, jak blisko być możemy. Wiemy o sobie wszystko, znamy swoje lęki i słabości, to co nas boli i to co nas cieszy.

Cud, który nosiłam pod sercem 9 miesięcy to nie mój syn a nasz, to przecież połowa mnie i połowa jego. To owoc miłości, zrozumienia, szacunku ale i ogromnego poświęcenia i wylanych łez, bo przecież tym jest małżeństwo. Nie wyobrażam sobie więc, żeby przy takiej chwili, najważniejszej w moim, naszym życiu mielibyśmy być oddzielnie. Chwili, kiedy na świat przychodzi największy dar od Boga – życie. Jak miałabym się nim cieszyć sama? Cieszyłabym się – tak, ale połowicznie, nie mogąc dzielić tej radości z najważniejszym mężczyzną mojego życia.

Mogę Wam szczerze przyznać i zapewnić, że chwila, w której powitaliśmy RAZEM naszego synka, chwila, kiedy go pierwszy raz zobaczyliśmy, takiego bezbronnego, wtulonego w moją pierś to była najpiękniejsza chwila naszego małżeństwa. Kuba objął mnie i Jasia i płakaliśmy oboje – ze szczęścia…. dla tej chwili mogłabym przeżyć ten poród jeszcze milion razy…

Cała ciąża, miliony wątpliwości jak będzie, jak sobie poradzimy, przecież mieliśmy tyle planów, marzeń aż w końcu poród, ból, łzy, zwątpienie… to wszystko wynagrodziła nam jedna mała chwila…chwila, kiedy Cię zobaczyliśmy Jasiu…

Dziś nie mam wątpliwości i Jakub też (zapytajcie go!), że jego obecność przy porodzie to była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć…

_dsc0339-kopia

Dodaj komentarz