dsc01023

Wszystkie dzieci nasze są

Kiedy mój mąż pewnego wieczoru wrócił do domu i opowiedział mi co go właśnie spotkało, długo myslałam o tym, dlaczego rodzice tak narażają swoje dzieci.

A historia brzmiała tak : „Był wieczór, już szaro na dworze. Jechałem ul. Polną ( ulica, która biegnie przy lesie), nagle przy ulicy zauważyłem małą dziewczynkę. Na pozór miała maksymalnie 3 lata. Stała sama, przy ulicy na krawężniku. Przy drodze, na której nikt nie szczędzi gazu. W pierwszym momencie nie wiedziałem co zrobić, ale długo nie myśląc zawróciłem, żeby zobaczyć co takie małe dziecko robi samo przy drodze dość późno wieczorem. Zajechałem otworzyłem okno i pytam się jej, co robi sama tu na krawężniku. Ona bez strachu, najmniejszego zawstydzenia  z  uśmiechem odpowiedziała, że nic , że stoi. Wtedy zapytałem gdzie mama albo tata a ona pokazała palcem za siebie. Chwilę później z zakrzaków słyszę „ ee  chodź tutaj”. Zaraz później wyszedł OJCIEC, podszedł a ja mu mówię, że zajechałem zapytać co się dzieje, bo dziecko stoi samo przy drodze… A on na to nic, widziałem, że był może lekko zawstydzony, zażenowany… Wziął córkę i poszedł. „

Kiedy Kuba wrócił i opowiedział mi to,  dodał tylko, że gdyby  powiedział jedno słowo to dziecko wsiadłoby do samochodu i pojechało z nim bez zawahania.

A gdyby zamiast Kuby zatrzymał się jakiś psychopata, pedofil, a gdyby dziecko wyszło na ulicę… Nie chcę myśleć co by było gdyby…

Staram się nie wtrącać do wychowania dzieci innym rodzicom, prawie nigdy tego nie robię, bo przecież każdy kocha swoje dziecko i chce dla niego jak najlepiej, ale w takich sytuacjach chciałoby się powiedzieć „CZŁOWIEKU – OBUDŹ SIĘ !”. Wiem, że czasami jest ciężko upilnować dziecko i bywają sytuacje od nas w większości niezależne, ale jest wiele sytuacji takich, kiedy rodzic po prostu traci czujność. Kiedy w okół nigdy nic się nie stało, kiedy nikogo nie dotknęła zła historia i nasza czujność jest uśpiona.

Ale te złe historie zdarzają się właśnie w takich sytuacjach, zwykłych, codziennych, niespodziewanie. Dlatego apeluję do Was rodzice obudzcie się!  Ten tato wcale nie wyglądał na takiego co nie kocha swoje dziecka, na takiego co ma je gdzieś. Po prostu jego czujność była uśpiona.

A my co możemy zrobić więcej, dbajmy o inne dzieci, nie pozostawajmy obojętni na takie sytuacje. Bo dzieci są bezbronne, nieświadome i łatwowierne. Może to powiedziane na wyrost, ale kto wie, może mój mąż uratował wtedy to dziecko…